PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu - bezpłatne studia licencjackie, bezpłatne studia inżynierskie, studia podyplomowe

Ewelina Gazda - PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

Ewelina Gazda

Ewelina Gazda

„Warto robić w życiu to, co sprawia satysfakcję”

 
Ewelina Gazda ukończyła filologię polską w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Zamościu. W szkole zaczęła pracować tuż po uzyskaniu tytułu licencjata. Obecnie jest nauczycielką języka polskiego oraz historii i społeczeństwa w Szkole Podstawowej w Małkowie.
 
Jak doszło do tego, że kilka lat temu zaczęłaś studiować filologię polską w PWSZ w Zamościu?
 
Początkowo zamierzałam studiować w Lublinie, nie wiedziałam, że w Zamościu powstała uczelnia państwowa z kierunkiem filologia polska. Na szczęście los pokierował inaczej i pewnego dnia z ciekawości wyszukałam w Internecie informacji na temat zamojskich uczelni. Tak trafiłam na PWSZ, która od razu jakoś przypadła mi do gustu. Bardzo mnie ucieszyło, że wreszcie powstała w Zamościu uczelnia państwowa z ciekawymi kierunkami. Studiowanie w tak pięknym mieście, na dodatek bliżej domu okazało się bardzo dobrym wyborem. Złożyłam dokumenty i z radością przyjęłam decyzję, że zostałam przyjęta. Z perspektywy czasu wiem, że to był strzał w dziesiątkę, miło wspominam te lata.
 
Osoby wykształcone w kierunkach nauczycielskich to spora grupa w Polsce. Dlaczego więc wybrałaś specjalność nauczycielską?
 
Może to, co powiem wyda się banalne, ale od dziecka chciałam zostać nauczycielką. Pamiętam, że w dzieciństwie podczas zabawy w szkołę, to ja zawsze odgrywałam rolę nauczyciela, a robienie dyktand kolegom sprawiało mi ogromną frajdę. Widziałam, że praca z dziećmi sprawia mojej mamie, która jest nauczycielką w klasach I–III, ogromną satysfakcję, więc zdecydowałam się wybrać akurat ten zawód. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jest wiele osób, które nie mogą znaleźć pracy po ukończeniu studiów w zawodzie nauczyciela, ale cóż... zaryzykowałam. Uznałam, że warto robić w życiu to, co sprawia satysfakcję, a studia w PWSZ utwierdziły mnie w tym.
 
Które zajęcia ze studiów wspominasz ze szczególnym sentymentem?
 
Całe trzy lata studiów wspominam z sentymentem, bo poznałam wielu wartościowych. Wykładowcy byli mili i sympatyczni. Do dziś pamiętam wiele anegdot i ciekawych sytuacji z zajęć prowadzonych przez wykładowców PWSZ. Chyba szczególnie utkwiły mi w pamięci zajęcia językoznawcze z prof. Waldemarem Makarskim i dr Henrykiem Dudą, które były bardzo interesujące.
 
Przygoda z nauczaniem zaczyna się de facto od praktyk studenckich, które są doskonałą okazją do sprawdzenia własnych predyspozycji. Jak było w Twoim przypadku? Od razu czułaś się jak przysłowiowa ryba w wodzie?
 
Nie chcę się chwalić, ale tak. Już po pierwszej samodzielnie przeprowadzonej lekcji wiedziałam, że jestem na właściwym miejscu. Zresztą to samo stwierdził mój opiekun praktyk. Oczywiście miałam na początku pewne obawy, czy podołam nowemu wyzwaniu, jak zareagują uczniowie, czy wystarczy mi czasu na przeprowadzenie lekcji. Pojawił się także stres, który na szczęście podziałał na mnie mobilizująco i po prostu „robiłam swoje”. Może pomógł mi fakt, że odbywałam praktyki w szkołach, które były mi bardzo dobrze znane. Miło było wrócić do czasów szkolnych i stanąć dla odmiany po drugiej stronie i w innej zupełnie roli. Praktyki studenckie bardzo mi pomogły i utwierdziły w przekonaniu, że wybrałam właściwy zawód i że właśnie to chcę robić w życiu.
 
Czy wiedza z zakresu dydaktyki nabyta w czasie studiów okazała się pomocna w praktyce nauczycielskiej?
 
Oczywiście, że tak. Rozpoczynając pracę jako nauczyciel wiedziałam, jak dostosować sposób przekazywania wiedzy do aktywności uczniów, jak mobilizować ich do pracy, rozbudzać w nich ciekawość. Staram się stosować na lekcji metody aktywizujące i nie boję się wprowadzać różnych innowacji dydaktycznych.
 
Studia to nie tylko nauka… Pamiętasz koncert Myslovitz w Zamościu w 2009 roku? Zdarliśmy gardła…
 
Jak mogłabym zapomnieć. Do dziś słysząc ich piosenki przypomina mi się koncert i nasze wykonania. Swoją drogą nie sądziłam, że znam na pamięć tyle ich piosenek i że taki potencjał w nas drzemie.
 
A teraz pewnie zdzierasz gardło krzycząc na swoich uczniów…
 
Ha, ha, ha! Cóż czasem trzeba... a tak na serio, to uczniowie mają ogromną satysfakcję, kiedy wyprowadzają nauczyciela z równowagi, dlatego nie daję się sprowokować. Czasami warto obrócić coś w żart albo wcale nie reagować, to daje lepsze efekty. Zresztą to są przeważnie dziecięce wybryki. Mam to szczęście, że pracuję w małej szkole w małej miejscowości, wszyscy się znają i panuje tu naprawdę miła atmosfera.
 
45 minut to dla niektórych uczniów niekończąca się historia. Jak ten wymiar czasu wygląda z perspektywy nauczyciela? Mało, dużo czy w sam raz?
 
To zależy od zaangażowania uczniów. Są lekcje, które mijają szybko, bo uczniowie wykazują się dużą aktywnością, a są takie, podczas których potrzebują więcej czasu na realizację zadań, zwłaszcza na sprawdzianach. Na szczęście najwięcej jest tych, gdzie 45 minut wystarcza w zupełności, więc odpowiem, że według mnie 45 minut to w sam raz.
 
47 godzin to z kolei średni czas pracy nauczyciela w tygodniu, według opublikowanego niedawno raportu Instytutu Badań Edukacyjnych. Co, oprócz prowadzenia lekcji, składa się na ten czas pracy?
 
Praca nauczyciela to nie tylko uczenie w szkole. Z własnego doświadczenia wiem, jak wiele czasu trzeba poświęcić w domu np. na sprawdzanie sprawdzianów, prac klasowych, zeszytów. Oprócz tego do każdej lekcji trzeba się odpowiednio przygotować i zadbać o środki dydaktyczne. Uczę języka polskiego i historii, ale jestem także opiekunem SU, protokolantką, bibliotekarką, prowadzę stronę internetową. Muszę więc znaleźć czas na zorganizowanie akademii, zrobienie gazetki, czy uaktualnienie strony internetowej. Dochodzą jeszcze dyżury. Czasami nauczycielowi po prostu brakuje czasu.
 
Ostatnio w PWSZ odbyła się konferencja metodyczna dla nauczycieli. Jedna z prelegentek mgr Małgorzata Adach z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Krasnymstawie wyświetliła slajd, na którym był narysowany nauczyciel przy tablicy, a dookoła niego różne zwierzęta, m.in. małpa, bocian, wielbłąd, słoń – te akurat pamiętam. Nauczyciel wydaje wszystkim to samo polecenie: „Proszę wejść na drzewo!”, nie wszystkie jednak zwierzęta mają takie same zdolności. Podobnie jest w szkolnej klasie, nauczyciel z jednej strony musi zabiegać o rozwój ucznia zdolnego, a z drugiej dbać o to, żeby ten słabszy uczeń nie został w tyle. Jak Ty sobie z tym radzisz?
 
W każdej z klas uczniowie różnią się od siebie m.in.: intelektem, temperamentem, charakterem, osobowością, zasobem posiadanej wiedzy, umiejętnością wchodzenia w relacje z innymi, sposobem radzenia sobie w trudnych sytuacjach, stanem zdrowia, sprawnością fizyczną, talentami i zainteresowaniami. Trzeba więc najpierw bardzo dobrze poznać swoich podopiecznych. Staram się dostosowywać metody pracy do umiejętności uczniów, stosować ciekawe i nowoczesne środki dydaktyczne oraz na różne sposoby aktywizować uczniów do pracy. Klasy, w których uczę nie są liczne. Mam więc możliwość kontrolowania pracy uczniów, pomagania słabszym, jeśli tej pomocy potrzebują, a także współpracuję z poradnią psychologiczno-pedagogiczną. W przypadku ucznia zdolnego ważne jest, żeby wykorzystywać jego możliwości w największym stopniu, aby mógł się on dalej rozwijać. Staram się więc na lekcji stosować zróżnicowane zadania i ćwiczenia dostosowane do indywidualnego poziomu ucznia.
 
Nauczyciel szkolny ma, paradoksalnie, trudniejsze zadanie niż wykładowca akademicki. Po pierwsze dlatego, że jest w pewnym stopniu odpowiedzialny za rozwój człowieka w trudnym okresie nastoletniości. A po drugie, w przeciwieństwie do wykładowców wyspecjalizowanych zazwyczaj w określonej dziedzinie, musi być fachowcem i od całej historii literatury, i od językoznawstwa. Czy wobec tego uczenie się to nie tylko zadanie uczniów, ale również nauczyciela?
 
Czasami mam wrażenie, że uczę się więcej niż moi uczniowie. Jak już wspomniałam, do każdej lekcji muszę się odpowiednio przygotować, przeczytać materiały i teksty, z których będę korzystała. Podobnie jest z lekturami, które obecnie są unowocześnione, więc także je czytam. Moi uczniowie często mnie pytają, czy ja też czytam lekturę, a kiedy odpowiadam, że „Oczywiście, że tak”, to albo są zdziwieni, że nauczyciel też musi, albo czują ulgę, że nie tylko oni muszą. Nauczyciel uczy się przez całe życie, ciągle musi pogłębiać swoją wiedzę, uatrakcyjniać zajęcia, by lekcje nie były nudne.
 
W szkole, w której uczysz, pełnisz również rolę wychowawcy klasowego, a także, jak wspomniałaś wcześniej, opiekuna Samorządu Uczniowskiego. Z czym przede wszystkim to się wiąże i jak się w tym odnajdujesz?
 
Wychowawcą jestem dopiero pierwszy rok i nie sądziłam, że okaże się to tak wielkim wyzwaniem. Każde problemy trzeba rozwiązywać na bieżąco, dbać o dobrą atmosferę w klasie, poruszać odpowiednie tematy na godzinie wychowawczej. Wychowankowie muszą wiedzieć, że mogą na tobie polegać w każdej sytuacji, przyjść z każdym problemem, że mogą ci po prostu ufać. To tak, jakby mieli w szkole drugą mamę. Jeśli chodzi o prowadzenie SU, to polega ono głównie na organizowaniu wszelkich imprez i uroczystości szkolnych, np. Pasowania na ucznia kl. I, Dnia Chłopaka, Zabawy Choinkowej, Święta Wiosny, czy też akademii, np. z okazji Święta Edukacji Narodowej, Dnia Kobiet, Święta Patrona Szkoły, przeprowadzaniu wyborów do nowego samorządu. Organizujemy także akcje społeczne i charytatywne. Sekcja dekoracyjna zajmuje się uaktualnianiem gazetek szkolnych. Mamy więc sporo pracy w ciągu całego roku.
 
Niedawno z gościnnym wykładem dla studentów PWSZ wystąpiła prof. Maria Szyszkowska. Filozofka ubolewała nad tym, że w szkołach rezygnuje się z czytania dużych powieści. Uczniowie, kiedy mają sprostać „grubej cegle”, sięgają najczęściej już nie tylko po streszczenia, ale po streszczenia streszczeń. Jak temu zaradzić?
 
Niestety ten problem jest powszechny. Uczniowie niechętnie czytają lektury i książki w ogóle. W dobie Internetu i gier komputerowych nie chce im się po prostu czytać książek, a kiedy zapowiadam, jaką lekturę mają przeczytać, to od razu pytają „czy jest gruba”. Stąd mają ogromne problemy z ortografią. Ale znalazłam sposób, jak zachęcić uczniów do przeczytania lektury. Przeprowadziłam pewną innowację, przy omawianiu jednej z lektur zastosowałam tzw. podchody z lekturą. Podzieliłam uczniów na dwie grupy (losowo), które miały szukać skarbu rozwiązując zadania dotyczące lektury. Trzeba było więc przy okazji wykazać się jej znajomością. Przed każdym zadaniem dostawali wskazówki, gdzie znajduje się kolejne zadanie. Bardzo pomocni byli inni nauczyciele, u których uczniowie znajdowali zadania. Zaangażowanie uczniów przerosło moje oczekiwania. Skarb był w bibliotece, czyli były nim książki. Wszyscy w nagrodę (oprócz ocen) mieli wypożyczyć jedną i ku mojemu zdumieniu chętnie to zrobili. Pytali mnie potem, czy przy omawianiu kolejnej lektury też tak będzie i zachęcali kolegów do przeczytania. Podobnie było, gdy uczniowie mieli przynieść po przeczytaniu lektury jakiś przedmiot, który im się z nią kojarzy. Każdy opowiedział o jakimś ciekawym wydarzeniu z lektury, po czym stworzyliśmy wystawę. Da się więc znaleźć jakiś sposób na zachęcenie uczniów do czytania.
 
Kiedyś moja znajoma podesłała mi link do rankingu najlepiej sprzedających się książek w ciągu ostatnich 50 lat. Byłem przekonany, że po kliknięciu wyświetli mi się Dostojewski i Szekspir, a zobaczyłem nazwiska Joanne Rowling i Stephenie Meyer. Czy uważasz, że trochę gonimy za nowością kosztem klasyki?
 
Niestety tak. Patrząc nawet na kanon lektur byłam zszokowana jak mało jest pozycji klasyków światowych czy polskich autorów. Lindgren, Dahl, Collodi, Lewis, Twain okazują się bardziej wartościowi od Sienkiewicza, czy Prusa? Bardzo nad tym ubolewam...
 
„Analiza językowa telewizyjnego komentarza sportowego na przykładzie współczesnych transmisji z meczów piłki nożnej” – to temat Twojej pracy magisterskiej, muszę przyznać, bardzo ciekawy. Jakie obserwacje poczyniłaś zgłębiając ten temat?
 
Jak wiesz, piłka nożna to moja pasja, a oglądanie meczy sprawia mi ogromną przyjemność. Wybierając ten temat chciałam połączyć przyjemne z pożytecznym i się udało. Zaobserwowałam jak wielki wpływ na nasz język mają anglicyzmy. Komentatorzy coraz częściej używają terminów typu golkiper, ofsajd, korner, ofensywa, defensywa,mimo że mają one polskie odpowiedniki. Wiąże się to zapewne z urozmaicaniem relacji i unikaniem powtórzeń. Coraz częściej także na piłkę mówi się futbolówka. Komentarz jest bardzo ciekawym gatunkiem dziennikarskim, pełnym słownictwa wojskowego i batalistycznego, synonimów, neosemantyzmów, neologizmów, zapożyczeń obcojęzycznych i różnorodnych środków stylistycznych. Swoje spostrzeżenia oparłam na analizie 50 meczy transmitowanych w różnych stacjach telewizyjnych, najliczniejszą grupę stanowią oczywiście mecze rozgrywane podczas EURO 2012. Pisanie pracy magisterskiej było dla mnie czystą przyjemnością.
 
Dotknęliśmy wcześniej kwestii różnych zadań, które realizujesz w Szkole Podstawowej w Małkowie. Powiedz, proszę, co w Twojej pracy sprawia Ci najwięcej satysfakcji?
 
Możliwość pracy z dziećmi, ich zadowolenie i zaangażowanie na lekcji. Miło jest także, gdy absolwenci z naszej szkoły tęsknią za nami i z sentymentem wspominają swoją dawną szkołę i nauczycieli. Satysfakcję sprawia mi każdy sukces mojego ucznia, a także mój własny sukces pedagogiczny. 
 
Rozmawiał Mateusz Sawczuk
 „Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2013, nr 8 (45), s. 6–7

Menu- PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu



CardeaCreations - webdesign, grafika, strony www, sklepy internetowe

© 2009-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

created by: Cardea Creations