PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu - bezpłatne studia licencjackie, bezpłatne studia inżynierskie, studia podyplomowe

Daniel Czubara - PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

Daniel Czubara

Daniel Czubara

To był czas, kiedy czuliśmy, że cały świat należy do nas”

 

O studiach, dziennikarstwie i wyzwaniach rynku pracy – rozmowa z Danielem Czubarą, redaktorem naczelnym „Gazety Zamojskiej” i absolwentem filologii polskiej PWSZ w Zamościu
 
Danielu, skądinąd wiem, że praca fizyczna nie jest Ci straszna, tym niemniej kilka lat temu zdecydowałeś się na studia polonistyczne. Co zaważyło na Twojej decyzji?
 
Trzeba przyznać, że w pewnym stopniu to chęć zmiany pracy fizycznej – mimo jej wielu zalet – na inną (śmiech). Ale na serio, to od małego ciągnęło mnie w stronę nauk humanistycznych. Historia i literatura potrafiły przykuć moją uwagę tak, że zapominałem o Bożym świecie i przewracałem kolejne stronice całkowicie nie zdając sobie sprawy, że obiad już zakrzepł, a burczenie z brzucha słyszą już wszyscy dookoła. Z tych dwóch pasji – literatury i historii – przez długi czas trudno było wybrać jedną, jedyną. Kolokwialnie mówiąc, swoje zrobili profesorowie z liceum – pani Krystyna Kamińska od języka polskiego i Marek Kołcon od historii, którzy potrafili zaszczepić bakcyla do pogłębiania wiedzy. Oczywiście każde z nich na swój oryginalny i diametralnie różny sposób. W końcu jednak przyszedł czas wyboru i wcale nie był on łatwiejszy od wcześniejszych, bo na studia dostałem się praktycznie wszędzie tam, gdzie złożyłem dokumenty – od polonistyki, przez politologię, aż po prawo na KUL-u. Uczyniwszy raz wybór, trzeba później w każdej chwili decydować, jak pisał świetny poeta dwudziestolecia Jerzy Liebert, wobec czego, sugerując się myślą innego poety, ks. Jana Twardowskiego, zdecydowałem, że z dwóch wyjść najlepiej wybrać trzecie i postawić na historię… literatury, a co za tym idzie studia polonistyczne. Jednak historia, polityka i związane z nimi nauki widać nie mogły się ze mną rozstać na długo, bo już na drugim roku polonistyki w PWSZ dla studentów specjalności nauczycielskiej wprowadzono obowiązkowy drugi kierunek studiów. W moim przypadku padło na politologię, a konkretnie nauczanie wiedzy o społeczeństwie. W gruncie rzeczy wyszło to na dobre, bo mimo poświęcenia większości czasu literaturze nadal miałem łączność z polityką oraz historią, tą najnowszą.
 
Rozpocząłeś studia w pierwszym roku działalności PWSZ w Zamościu. Parę lat później, jeszcze zanim zacząłeś pracę w gazecie, powiedziałeś mi, że wybór PWSZ to był strzał w dziesiątkę. Dlaczego tak twierdzisz?
 
To proste. Spójrz, jak wiele uczelni w Polsce może się poszczycić długoletnią tradycją i historią. Na tych uczelniach działają koła zainteresowań, bractwa, cała struktura jest sztywna i niezmienna od lat. Przychodzisz i zostajesz częścią tej struktury. Tymczasem czym było PWSZ? Budynki wydzierżawione przez miasto dla uczelni, parę ławek, kadra wykładowców i studenci. Wszystko powstawało od zera. Przychodząc do PWSZ miałem świadomość tego, że to ode mnie będzie zależało, jak ta uczelnia będzie wyglądać, że tę historię piszę ja i inni zaczynający studia. Dawało to poczucie kreacji i było bardzo motywujące. Zauważ, że to na pierwszym roku powstało Koło Naukowe Humanistów, czy teatr studencki SZNUR, czyli Studencki Zespół Niezależny Udających Rzeczywistość. Poetycki Hyde Park w Zamojskim Domu Kultury bezkonkurencyjnie wygrał, mój kolega z roku, Michał Ogiński.Mnie samemu, że tak skromnie dodam, udało się zająć wtedy drugie miejskie w konkursie literackim „Debiut”. To był czas, kiedy czuliśmy, że cały świat należy do nas. Pracując na imię uczelni, pracowaliśmy również na swoją przyszłość i zdobywaliśmy szlify oraz doświadczenia, które później przydały się w życiu. Przy tym całym zakręceniu w działalność studencką zawsze zostawał także czas na jakąś imprezę ze znajomymi, czy przede wszystkim naukę.
 
Pamiętasz swój egzamin licencjacki i emocje, jakie Ci wtedy towarzyszyły?
 
Egzamin pamiętam całkiem nieźle, bo dużo czasu od tamtej pory chyba nie upłynęło jeszcze. No cóż, była to przyjemna rozmowa bez nerwów o utopii, postmodernizmie, czy intertekstualnych grach Cezarego Michalskiego, pisarza na podstawie którego książki „Gorsze światy” napisałem pracę o antyutopizmie. Promotorem mojej pracy był prof. Piotr Nowaczyński, recenzentem prof. Edward Fiała, późniejszy promotor mojej pracy magisterskiej, zaś komisji egzaminacyjnej przewodniczył prof. Władysław Makarski. O stresie, czy przesadnych emocjach trudno mówić, ponieważ po seminarium z profesorem Nowaczyńskim wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany i sobie poradzę. Zresztą nieszablonowy sposób prowadzenia przez profesora seminarium sprawiał, że chyba nawet lądowanie Marsjan przed uczelnią w trakcie egzaminu nie byłoby w stanie wyprowadzić z równowagi. Więcej zdradzał nie będę. Kto miał okazję uczęszczać na zajęcia prof. Nowaczyńskiego na pewno wie, o czym mówię.
 
W „Gazecie Zamojskiej” pracujesz od trzech lat, obecnie jesteś redaktorem naczelnym tego tytułu. Jak od kuchni wygląda praca w gazecie?
 
Jak wygląda od kuchni miał okazję dowiedzieć się już jeden z innych absolwentów PWSZ – Michał Frykowski, który odbył u nas w „GZ” swój staż absolwencki. Ja również przygodę z „Gazetą Zamojską” zacząłem od stażu. Trafiłem na świetnych ludzi, którzy znali się na rzeczy, jak właściciel prezes Mirosław Szpakowski, ówczesny naczelny Jarek Bury, czy Wojtek Stepaniuk, który był sekretarzem redakcji „GZ” gdy dołączyłem do zespołu. Po kilku tekstach z dziedziny kultury oraz spraw społecznych postawili oni przede mną zadania i tematy, którymi zajmowali się w innych redakcjach dziennikarze ze znanymi w Zamościu nazwiskami. To było wyzwanie i tak można w skrócie określić zawód dziennikarza. Trzeba było oczywiście zapoznać się z zasadami redagowania tekstów w taki sposób, by ułatwić skład gazety, ale również nauczyć się pisać tak, aby zainteresować czytelnika. Chyba jestem w tym dobry, skoro udało mi się awansować od stażysty aż do stopnia redaktora naczelnego, ale ostateczną ocenę pozostawiam czytelnikom. Wracając do tematu pracy redakcyjnej to za dużo jednak zdradzał nie będę – zapraszam na praktyki oraz staż do „Gazety Zamojskiej”.
 
Prasa to niejedyne pole Twojego działania dziennikarskiego. Współpracujesz z Telewizją Kablową Zamość oraz portalem informacyjnym Roztocze.net, przez pewien czas byłeś także reporterem Radia ESKA. Jakie elementy dziennikarskiego rzemiosła są istotne w poszczególnych rodzajach mediów?
 
Bez względu na rodzaj mediów ważne, by zawsze zachować zimną krew, przytomność umysłu i przede wszystkim nie zapominać języka w gębie. Nie tak dawno po ponad półtora roku zakończyłem swoją przygodę z Radiem ESKA. Zajmowałem się tam pracą reporterską oraz prowadziłem magazyn Zamość o Szóstej. W radiu przede wszystkim liczy się tempo i czas podania informacji oraz przede wszystkim sporo mówisz, więc ćwiczenia z fonetyki przydały się jak ulał.
 
Przy okazji pracy z mikrofonem ESKI zdarzyło się też, jak wspomniałeś, współpracować z TVK, gdzie mam wielu znajomych. Poza tym często wymieniamy się informacjami, czy korzystamy z wzajemnej pomocy, np. gdy komuś „siądzie” sprzęt albo wyczerpią się baterie. Trzeba pamiętać o tym, by pozostać człowiekiem, zachować koleżeńskie relacje, bo pędząc za nowością czy sukcesem łatwo zostać hieną dziennikarską, która gra tylko na swój sukces i do celu dąży po trupach, ale nie tędy droga.
 
Z kolei w forum Roztocze Online miałem okazję moderować dział poświęcony wyborom samorządowym. Odczułem to jako spore zaufanie, bo w redakcji ROL przecież nie jestem, a dostałem możliwość zarządzania jednym z działów do spółki z innymi moderatorami, jak na przykład Bartkiem Sierpniowskim, czyli „Gelem”, czy Robertem Moteką, znanym forumowiczom jako „Antyadmin”. Poza tym to forum jest dobrym miejscem do poznania ciekawych ludzi i nauczenia się szybkich i ciętych ripost oraz dyskusji na naprawdę różnych poziomach. Bez względu na rodzaj mediów trzeba też dbać o swój język, słownictwo i stale poszerzać horyzonty. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się wiedza z jakiejś, wydawałoby się niepotrzebnej, nauki, czy dziedziny życia.
 
Pomimo stosunkowo niedługiego stażu dziennikarskiego możesz już pochwalić się co najmniej kilkoma wywiadami ze znanymi osobistościami. Opowiedz, proszę, o okolicznościach powstania tekstów, które uważasz za szczególnie znaczące.
 
To efekt dobrego zarządzania zespołem przez moich szefów. Szybko z działu kultury i spraw społecznych postawili przede mną tematy z dziedziny polityki, jak się okazało słusznie. Pierwszym takim tekstem, na który powoływały się inne media, w tym regionalne oraz ogólnopolskie, był tekst o secesji części polityków PiS i utworzenia formacji Polska Jest Najważniejsza. W skład władz PJN wszedł zamościanin Michał Malec i dzięki niemu udało mi się szybko zebrać informacje i napisać niezły tekst.
 
Miesiąc po tym tekście zgłosił się do mnie niejaki Michał Kabaciński, wtedy koordynator nieco postrzelonego projektu, jakim wydawał się Ruch Palikota, tworzony przez pochodzącego z Biłgoraja Janusza Palikota. Umówiliśmy się na wywiad z Panem P. oraz w sprawie obecności dziennikarzy „Gazety Zamojskiej” na tym spotkaniu. Większość lokalnych mediów zignorowała wtedy wizytę Palikota, który wydawał się być politycznym wyrzutkiem, „Gazeta Zamojska” zrobiła odwrotnie. Nie ukrywam, że wpływ na tę decyzję miała kontrowersyjność polityka z Biłgoraja. Był to strzał w dziesiątkę. Wywiad z Januszem Palikotem bił rekordy popularności w naszym portalu. Było ciekawie o formie, Gombrowiczu i ocenie bieżącej polityki, jak to u Palikota bywa – językiem psychoanalizy. Paradoksalnie, w wywiadzie poświęconym polityce najwięcej mówiliśmy o literaturze – zwłaszcza „Transatlantyku” oraz „Ferdydurke” – i jej odbiciu we współczesnej polityce, więc wykształcenie polonistyczne nie poszło w las.
 
Zresztą dosyć ciekawie było podczas wywiadu z innym politykiem Ruchu Palikota, posłem-archeologiem Markiem Poznańskim z Hrubieszowa, który podczas wywiadu przyznał się, że zdarzyło mu się zapalić kiedyś skręta marihuany, ale zwymiotował po tym i od tamtej pory trzyma się z daleka od narkotyków. Był to dosyć odważny coming out. Zresztą z posłem Poznańskim utrzymuję do tej pory świetny kontakt, zwłaszcza przy temacie katastrofy smoleńskiej, gdzie Poznański uczestniczył na miejscu w pracach polskich archeologów.
 
Równie interesujące było spotkanie z Januszem Korwinem-Mikke, liderem polskich libertarian. Akurat zbiegło się ono w czasie, gdy jego formacja Kongres Nowej Prawicy otrzymała od Państwowej Komisji Wyborczej odmowę rejestracji swoich list we wszystkich okręgach wyborczych ze względu na podpisy pod listami poparcia. Pierwsze pytanie Korwina brzmiało wtedy: Czy ma pan taśmę czarną, którą mógłbym zakleić sobie usta? Chciałbym w ten sposób zaprotestować przeciw łamaniu wolności słowa i wyboru w Polsce – wytłumaczył polityk. Na szczęście nigdzie takiej taśmy nie znaleźliśmy, ale udało się nam przeprowadzić ciekawy wywiad poświęcony wolności w państwie i polityce. Jak się tydzień później okazało sąd przyznał rację Korwinowi w jego sporze z PKW, niestety było już za późno, by mógł przeprowadzić skuteczną kampanię, czy stworzyć listy wyborcze.
 
Takich spotkań było więcej. Dwukrotnie udało mi się przeprowadzić wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, raz z Leszkiem Millerem. Mogłem też spotkać się z takimi ludźmi jak Jarosław Gowin, czy Antoni Macierewicz.
 
Czy ukończenie filologii polskiej, czy też politologii, sprzyja poczynaniom żurnalistycznym?
 
Na pewno. Absolwent takich kierunków potrafi już napisać obiektywną informację prasową, albo depeszę. Potrafi też stworzyć tytuł, nadtytuł, czy też lead. Na pewno, przynajmniej od strony teoretycznej pozna warsztat dziennikarski, a resztę zweryfikuje praktyka. Poza tym warto mieć przygotowanie z innej nauki niż tylko dziennikarstwo, bo przydaje się to potem na przykład przy „rozgryzaniu” różnego rodzaju dokumentów administracyjnych, uchwał, czy ustaw. W takich przypadkach łatwo o pomyłkę, czy błąd, i lepiej mieć wiedzę z tego zakresu, albo mieć w pobliżu kogoś, kto się w tych sprawach orientuje.
 
Na czym, według Ciebie, polega dobre dziennikarstwo i jaka jest rola mediów we współczesnym świecie?
 
Przede wszystkim na obiektywnym i rzetelnym informowaniu odbiorców, czytelników, czy widzów. Dziś dosyć często spotykamy się ze stronniczością niektórych tytułów, związanych z tą lub inna opcją polityczną. Można mieć naprawdę różny charakter, cel, ale przy obiektywności należy pozostać. Co prawda każdy może postrzegać wydarzenie na swój sposób i przez pryzmat swoich wartości, ale trzeba przy tym zachować zdrowy rozsądek.
 
Jesteś żywym dowodem na to, że ukończenie kierunku humanistycznego nie musi wiązać się z bezrobociem. Co jest decydujące w staraniach o pracę – dobre wykształcenie, motywacja, duża elastyczność? Wszystko po trochu?
 
Wszystko po trochu. Przede wszystkim należy nastawić się na to, że hasło o ośmiu godzinach pracy w ciągu dnia to dziś tylko mit i relikt dawnych czasów. Jeśli chcesz coś osiągnąć, to musisz się przyłożyć, poświęcić więcej czasu. Jeśli robisz coś z sercem, to pieniądz dostaniesz na tacy. Grunt to pracowitość i uczciwość oraz lojalność wobec szefa i współpracowników. Sporo daje też wolontariat. Na pewno więcej ode mnie może opowiedzieć o tym pani Krystyna Rybińska-Smyk albo pani Ewa Szczepańska, czy Marzena Miśkiewicz związane z Zamojskim Centrum Wolontariatu. Daje on możliwość zdobycia doświadczenia oraz rekomendacji, na które później na pewno zwróci uwagę przyszły pracodawca. Jeśli chodzi o wykształcenie, to dobry pracodawca, który chce związać z Twoją osobą przyszłość firmy, na pewno skieruje Cię na szkolenie, na którym zdobędziesz potrzebne kwalifikacje, jeśli tylko będziesz miał chęci.
 
Twierdzisz, że w przypadku młodych ludzi należy skończyć ze stereotypowym myśleniem nauka albo doświadczenie. Co to oznacza?
 
Zapewne nawiązujesz do mojej polemiki z Kasią Kamińską na łamach „Skafandra”. Dalej pozostaję przy tym twierdzeniu. Obecnie wiele osób twierdzi, że uczy się i wobec tego nie powinni mieć żadnych innych obowiązków, ani nie powinni sobie na nic więcej pozwalać. To błędne myślenie, bo po zdanym egzaminie pracodawca rzadko pyta o oceny na dyplomie, a najczęściej interesuje go doświadczenie kandydata, jego umiejętności, czy właśnie doświadczenie. Nauka albo doświadczenie? Wybór iście hamletyczny. Trochę dziwi mnie przeciwstawianie sobie tych dwóch priorytetów życiowych. Tak jak teoria akademicka bez praktyki i doświadczenia ładnie wygląda tylko na papierze, tak doświadczenie nawet najlepsze, bez przygotowania teoretycznego pozostawia luki, które wcześniej lub później będzie trzeba uzupełnić. Jedno nie wyklucza drugiego, a nawet idzie ze sobą w parze. Wobec tego niemądre wydaje mi się przeciwstawianie sobie tych dwóch rzeczy. Ks. Jan Twardowski pisał kiedyś, że z dwóch wyjść najlepiej jest wybrać trzecie. Myślę, że tak jest i w tej sytuacji. Wiedzę zdobywaną na uczelni warto doskonalić w praktyce w kołach naukowych, samorządzie studenckim, organizacjach studenckich (np. Niezależne Zrzeszenie Studentów), czy innych klubach zainteresowań lub hobby. To właśnie w takich formacjach student przechodzi szkołę życia, musi obracać teorię w praktykę oraz wysilić swoją obrotność kreatywność i spryt. Przykładem są choćby konferencje, dyskusje, spotkania, czy realizacja nawet najbardziej – wydawałoby się – postrzelonych pomysłów i projektów. Ważne są zwłaszcza inicjatywy wychodzące poza obręb murów uczelni, gdyż pozwalają zawrzeć nowe znajomości, nawiązać kontakty z nowymi ludźmi, firmami – być może potencjalnymi przyszłymi pracodawcami. Zawsze daje to duże doświadczenie, obycie i garść wrażeń oraz wspomnień. Taka działalność jest świadectwem wartości człowieka i jego przydatności w perspektywicznej pracy. Wydarzenia te zawsze potem przykuwają wzrok czytających CV podczas rozmowy kwalifikacyjnej.
 
Rynek pracy w Polsce i wydłużony wiek emerytalny zmuszają nas do nieustannego dokształcania i nabywania nowych umiejętności, które kiedyś mogą się przydać. Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, ponieważ ukończyłeś m.in. studia podyplomowe w PWSZ na kierunku zarządzanie bezpieczeństwem. Przybliż, proszę, ten kierunek.
 
Kierunek obejmował zagadnienia z zarządzania kryzysowego na poziomie lokalnym, tematy terroryzmu, organizacji służb bezpieczeństwa, jednostek mundurowych, prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych, czy zasad funkcjonowanie systemu bezpieczeństwa państwa polskiego. Podczas zajęć oprócz teorii mieliśmy też sporo praktyki i wizyt studyjnych na przykład w centrum zarządzania kryzysowego czy jednostkach straży pożarnej. Jak powiedziałeś, te umiejętności i wiedza mogą przydać się w przyszłości przy przekwalifikowaniu się, ale przydają się i teraz. Przychodząc na miejsce zdarzenia, pożaru, czy wypadku, albo klęski żywiołowej jak powódź, o wiele łatwiej mi samemu zorientować się w sytuacji i ocenić, czy coś zostało wykonane poprawnie, czy też były jakieś uchybienia, nie zdając się tylko na słowa rzecznika prasowego, który często mówi to, co musi mówić. Ta wiedza pozwala na niezależność opinii. Poza tym znajomości zawarte podczas tych studiów, tak z innymi słuchaczami, jak i z wykładowcami, przydają się w pracy dziennikarskiej, gdy potrzebuję opinii eksperta, na przykład podczas opracowywania tematu terroryzmu, albo spraw związanych z prawem.
 
W ramach studenckiej działalności w Kole Naukowym Humanistów prowadziłeś debatę o przyszłości młodzieży na Zamojszczyźnie. W jakich działaniach upatrujesz szansę na umożliwienie młodzieży rozwoju, po to, żeby w przyszłości miasto i region nie stały się miejscem zamieszkania głównie seniorów?
 
Tak pamiętam tę debatę. Miałem wtedy okazję przewodniczyć Kołu, sekretarzem była Ewelina Rybak – teraz po mężu już Grzelak – a jego opiekunem był dr Jacek Krzysztof Danel. Gościem spotkania był prezydent Marcin Zamoyski i muszę przyznać, że, ku naszemu zaskoczeniu, spotkał się on ze sporym ostrzałem pytań od studentów. To był mocny start Koła w życiu akademickim. Co do pytania o przyszłość, to gdybym ją znał, to pewnie nie byłbym dziennikarzem, tylko wróżką albo jasnowidzem. Trudno mi też analizować rynek usług i wieszczyć, co przyniesie zysk, a co bessę. Myślę, ze w każdym z nas tkwi pomysł na siebie i nie zawsze przypomina on konwencjonalną karierę w białym kołnierzyku. Spójrz na przykład na Mirka Jadacha i jego grupę Side By Side. Studiuje turystykę w PWSZ i zajmuje się breakdancem. Ludzie chcą to oglądać, przychodzą na to i myślę, że kwestią czasu jest aż dostrzeże ich jakaś agencja zajmująca się organizacja widowisk i imprez. Podobnie jest w przypadku zamojskiej grupy „Utopia”, która swoimi fireshow robi wrażenie nie tylko na mieszkańcach Hetmańskiego Grodu, ale też na turystach i z takimi pokazami niebawem powinni ruszyć w świat.
 
To są oczywiście propozycje związane z turystyką, ale taki charakter ma Roztocze. Każdy mówi, że przydałby się duży zakład produkcyjny. Jasne, fajnie by było, ale państwo już go nie zbuduje, bo to nie te czasy, a przyciągnąć inwestora jest tu trudno ze względu na jakość dróg, które jakie są każdy widzi. Ludzie dosyć często wychodzą z założenia, że mam dyplom licencjata, czy magistra i pracodawcy powinni się o mnie zabijać. Jeśli niż demograficzny będzie postępował, to, kto wie, może do tego dojdzie, ale nie dziś i nie jutro, ani za kilka lat. Czasem zamiast oglądać się na pracodawcę lepiej samemu, albo razem ze znajomymi, rozkręcić własny biznes. Jaki? To zależy od zapotrzebowania rynku oraz własnych predyspozycji. Grunt to się nie bać. Wiem, że łatwo się tak mówi komuś, kto już pracę ma, ale nie można cały czas liczyć na to, że to państwo da pracę, albo uczelnia. Życie jest jak spacer po pękającej linie – gdy zrobisz krok naprzód, musisz iść przed siebie, bo odwrotu już nie ma. Każdy z nas ma swój potencjał i swoje umiejętności. Jeśli tylko potrafi je uwolnić i wykorzystać, to wszystko powinno być dobrze.
 
Rozmawiał Mateusz Sawczuk

 „Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2013, nr 6 (43), s. 6–7

Menu- PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu



CardeaCreations - webdesign, grafika, strony www, sklepy internetowe

© 2009-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

created by: Cardea Creations