PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu - bezpłatne studia licencjackie, bezpłatne studia inżynierskie, studia podyplomowe

Beata Kwaśniewska - PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

Beata Kwaśniewska

Beata Kwaśniewska

„Wykładowcy starali się wydobyć z nas to, co najlepsze”

Na brak zajęć nie narzekała. Wychowywała troje dzieci, opiekowała się babcią, prowadziła własną hodowlę… Równolegle do tych zajęć studiowała politologię w PWSZ w Zamościu. Beata Kwaśniewska, która obroniła się w czerwcu br., udowadnia, że studia można połączyć z innymi obowiązkami, a nawet osiągać dobre wyniki i uzyskać stypendium rektora.

Pamiętasz śmieszną sytuację z Leszkiem Millerem? Możesz ją przytoczyć czytelnikom?

Tak, bardzo dobrze pamiętam wizytę Leszka Millera na naszej uczelni. Tego samego dnia mieliśmy zajęcia z doktorem Wojnarskim i rozmawialiśmy o sekretarzu Edwardzie Gierku. Na spotkaniu z przywódcą Lewicy nie mogłam nie zapytać go o plany rozwiązania systematycznej spłaty kredytu zaciągniętego we wczesnych latach 90. Bo tamten z lat 70. dawno Polska spłaciła. Poza tym został on bardzo dobrze wykorzystany, jak na tamte czasy, ponieważ wzbogacił naszą infrastrukturę, Polacy nie przejedli tych pieniędzy. Po odpowiedzi podziękowałam najmilej jak umiałam, a to bardzo się spodobało, więc była między nami krótka rozmowa na temat mojego nazwiska. Zapytał: Pani z tych Kwaśniewskich? Pamiętam, że to rozbawiło naszą publiczność, a pan Miller okazał się facetem z poczuciem humoru.

Na zamojską uczelnię przywędrowałaś aż ze Śląska, z którego pochodzisz. Jak wspominasz czas spędzony w rodzinnych stronach?

Zgadza się jestem rodowitą Ślązaczką. Urodziłam się i wychowałam w trzydziestotysięcznym miasteczku Czerwionka-Leszczyny. Mieszkają tam weseli, uśmiechnięci i sympatyczni ludzie. Lubię tam wracać, choć na chwilę, bo tam nadal jest mój rodzinny dom. Tam uczęszczałam też do szkół – najpierw do  szkoły podstawowej im. Władysława Broniewskiego, następnie do szkoły zawodowej, gdzie uzyskałam tytuł kucharza, potem ukończyłam Liceum Ogólnokształcące i po pomyślnie zdanej maturze poszłam na studia – nauki polityczne na Uniwersytecie Śląskim. Jednak nie dane było mi ukończyć studiów na Śląsku, ponieważ wkrótce potem wyszłam za mąż za człowieka pochodzącego z okolic Krasnegostawu. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, bym mogła rozpocząć nowe życie na obczyźnie. Ale ponieważ dla człowieka najważniejszą potrzebą jest miłość i bezpieczeństwo emocjonalne, dlatego też mieszkam w Kryniczkach. Jest to 100-osobowa wieś między Krasnymstawem a Izbicą, pięknie położona. Przyznaję, że na początku z powodu tęsknoty i frustracji przepłakałam niejedną noc. Wiele elementów kultury śląskiej przyniosłam ze sobą i nadal je kultywuję, np. ucząc moje dzieci gwary. Nie zapominając, że to właśnie Śląsk mnie ukształtował, nadał charakteru. Tam się żyje inaczej niż tutaj. Nigdy nie zapomnę tego kim jestem! Nawet pracę licencjacką poświęciłam Śląskowi. Pisałam o powstaniu narodu śląskiego, który uwidocznił się w spisach powszechnych z 2002 i 2011 roku. Starałam się również przedstawić oczekiwania i realia panujące na Śląsku.

Niedawno do dziekanatu PWSZ zadzwoniła dziewczyna zainteresowana studiami, która jednak obawia się, czy sobie poradzi, ponieważ ma na wychowaniu dziecko. Co byś odpowiedziała na jej obawy?

Bardzo dobrze rozumiem obawy tej dziewczyny, ponieważ ja sama 3 lata temu byłam ich pełna. Jestem matką trójki dzieci, dodatkowo opiekowałam się babcią, która cierpiała na demencję starczą, miała 80 lat. Poza tym prowadzę hodowlę kóz. Najtrudniej wychodzi mądre gospodarowanie czasem i siłami, które stanowią klucz do sukcesu. Trudno mówić o tym, bo każdy z nas ma inne priorytety. Jeden po powrocie do domu ogląda telewizję i nie przygotowuje się do zajęć, inny idzie z przyjaciółmi na piwo. Dla mnie ważna była konsekwencja, chciałam doprowadzić do końca to, czego się podjęłam.Jeśli już zdecydowałam się na podwyższenie swojego wykształcenia, to łatwiej było mi się skupić na jego korzyściach, to daje motywację do działania. Nie ma sensu myśleć o negatywach. Nauka staje się bardziej sensowna, gdy wiesz, dokąd cię zaprowadzi. W tym niewątpliwie pomaga właściwa organizacja, która nie wymaga wiele wysiłku, a przynosi korzyści w postaci: mamy więcej czasu, mniej stresu i lepsze oceny. Każdą minutę dnia, miesiąca i roku miałam w 100% zaplanowaną, nie trwoniłam czasu na bzdety. Mam to szczęście, że wraz z mężem tworzymy bardzo zgrany duet. Odciążył mnie z wielu domowych obowiązków m.in. zmywał naczynia i podłogi. Gotował i piekł ciasta, bo przy tym się relaksuje i bardzo to lubi.

A czy będąc jednocześnie matką i studentką można osiągać dobre wyniki w nauce?

Wstyd się przyznać, ale często przygotowywałam się do zajęć jadąc busem na uczelnię. W podróży czytałam, a istotne fakty i wiadomości podkreślałam ołówkiem, późnym wieczorem na bieżąco robiłam notatki na egzaminy. Nigdy też nie omijałam biblioteki. Dodatkowym atutem były wykłady, na których dużo tematów pokrywało się z tymi na ćwiczeniach. Również mocnym plusem była aktywność na ćwiczeniach. W miarę możliwości uczestniczyłam w konferencjach naukowych organizowanych przez PWSZ, gdyż stamtąd wynosiłam dużo ciekawych informacji przydatnych na ćwiczeniach. Kiedy dowiedziałam się o możliwości uzyskania stypendium rektora dla najlepszych, to była to dla mnie dodatkowa motywacja – ja też mogłam coś wnieść do budżetu domowego i odciążyć męża. Za stypendium zrealizowałam swoje konkretne plany i marzenia moich dzieci np. lot samolotem do Katowic. Uczestniczyłam także w Studenckim Kole Stosunków Międzynarodowych, m.in. współorganizując prawybory na uczelni. Zdobyłam wiedzę i naprawdę dużo się nauczyłam.

Czy Twoi bliscy byli dla Ciebie wsparciem, motywacją do skończenia studiów?

Motywował mnie dziadek, a raczej jego bezcenne, ponadczasowe rady. On od zawsze wzbudzał we mnie ciekawość świata, polityki i nauki. Dzięki dziadkom jestem tym, kim jestem, to oni mnie ukształtowali, napoili pewnością siebie i wesołym podejściem do życia i chęcią poznawania świata. Dzieci mnie wspierały, podtrzymywały na duchu i pomagały np. starszy syn zawsze przepytywał mnie przed każdym egzaminem. Tak jak już wcześniej wspominałam, mąż bardzo mi pomagał w obowiązkach domowych i oczywiście bardzo mnie wspierał w chwilach kryzysu, kiedy myślałam, że nie dam rady.

Studia minęły jak jeden dzień… Łezka się w oku kręci, że to już koniec przygody?

O, tak! Szybko minęły trzy lata. Zarówno atmosfera, jak i kadra dydaktyczna są nie do zastąpienia. W tak sympatycznym towarzystwie, wesołym miejscu nauka nie jest trudna. Tak naprawdę można mieć i należy mieć własne zdanie, które mądrze przedstawione nie przynosi wstydu. Wykładowcy bardzo sobie cenią, jeśli mówimy to, co myślimy i czujemy, a nie powielamy regułki z książek i Wikipedii. Dr Renata Mikitiuk… ach ile to godzin minęło nam na dyskusjach o bezpieczeństwie, czas tak szybko mijał, że nieraz następne zajęcia przywoływały nas do rzeczywistości. Ciekawie przedstawiona ekologia przez dra Łukasza Potockiego sprawiała, że inaczej postrzegaliśmy matkę ziemię. No i nieoceniony prof. Henryk Chałupczak był nam mentorem, ojcem i przyjacielem. To, co zapamiętam i co powielę to podejście wykładowców, którzy starali się wydobyć z nas to, co najlepsze, najcenniejsze.

 

Rozmawiał Mateusz Sawczuk

 „Skafander. Bezpłatna Gazeta Akademicka” 2015, nr 11 (75), s. 2

Menu- PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu



CardeaCreations - webdesign, grafika, strony www, sklepy internetowe

© 2009-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

created by: Cardea Creations